- Krzysztof Tomasik-
Fragment wstępu książki "Homobiografie" Krzysztofa Tomasika, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Wiedza o życiu prywatnym ważnych postaci homoseksualnych sprzed lat potrzebna jest nie tylko do pełnej rekonstrukcji obyczajowości dawnych czasów, a perspektywa gejowsko-lesbijska, czy szerzej - queer studies, jest zbyt interesująca i daje zbyt wiele nowych możliwości, by miała się nigdy w Polsce nie zadomowić. Jest to szansa dla wielu twórców i twórczyń zapomnianych i zapominanych. Ponowne odczytanie i zinterpretowanie ich dorobku oraz biografii z nowej perspektywy może jeszcze nie raz potrząsnąć kanonem. W niewielkiej mierze ten proces już się zaczął, świadczy o tym powrót z wygnania Marii Komornickiej. Ta młodopolska poetka po przyjęciu męskiej tożsamości Piotra Własta była przez wiele lat niemal zupełnie zapomniana, w ostatnim okresie przeżywa jednak swoisty renesans; niezwykła biografia sprawiła, że inspiruje kolejne pokolenia badaczy, ukazało się już kilkanaście opracowań jej poświęconych. I choć większość twórczości Komornickiej/Własta pozostaje w rękopisie lub jest rozproszona na łamach starych gazet, jej sytuacja wydaje się lepsza niż niejednego literackiego giganta, który przerabiany w szkole zostaje "zamarynowany w cnocie" na dziesięciolecia. Przypadek Komornickiej jest szczególny, na niej jednak nie powinno się skończyć. Na przeczytanie z innej perspektywy swoich literackich dokonań czeka większość bohaterek i bohaterów tej książki. Szczególnie ci najbardziej znani. Zebranych tu szesnaście nazwisk nie stanowi zamkniętego zbioru. Jest to jedynie subiektywne zasygnalizowanie pewnego potencjału, który tkwi w życiorysach twórców i twórczyń nawet najbardziej znanych. Stąd Iwaszkiewicz, Dąbrowska, Konopnicka, Andrzejewski. Pragnę jednak także zwrócić uwagę na osoby pozostające nieco z boku, ale warte zainteresowania, choćby ze względu na jeden aspekt swojej biografii. Jak u publicystki i lekarki Zofii Sadowskiej, której proces z brukowcem o obronę dobrego imienia przybrał nieoczekiwany obrót i zamienił się w sprawę dotyczącą lesbianizmu. Czy przypadek Anny Iwaszkiewicz, zapisującej na kartach swojego Dziennika etapy zakochiwania się w kobiecie. Wreszcie dwóch kompozytorów, którzy okazali się także niezłymi literatami: Karol Szymanowski jako autor powieści Efebos i Zygmunt Mycielski prowadzący przez kilkadziesiąt lat Dziennik, stanowiący jedną z najciekawszych kronik lat 50. i 60. A w kolejce już czekają następni. Trudno pisać o jakimkolwiek homoseksualnym doświadczeniu bez wprowadzenia pojęć "żyć w szafie" i "wyjść z szafy", które odnoszą się do sytuacji gejów i lesbijek, ich funkcjonowania w sferze prywatnej i publicznej. Moi bohaterowie są zamknięci w szafie, bo żyli w czasach przedemancypacyjnych, kiedy homoseksualizm nie był kwestią polityczną ani nawet tematem polemik prasowych. Jednak żyli w szafie także dlatego, że nie robili nic, żeby z niej wyjść. Nie włączyli się w dyskusję na temat "inwersji seksualnej", która już od przełomu XIX i XX wieku toczyła się w Niemczech. To nie przypadek, że homoseksualizm zaistniał w Polsce na forum publicznym dzięki heteroseksualistom: pierwsze teksty emancypacyjne na temat mniejszości seksualnych wyszły spod pióra Tadeusza Boya-Żeleńskiego, a przedmowę do lesbijskiej powieści Źródło samotności Radclyffe Hall napisała Irena Krzywicka. Liczne grono homoseksualnych znajomych nie wsparło ich w tej kampanii, nie podjęło tematu. Zamknięcie w szafie nie oznacza tylko stanu samoświadomości, ale także sytuację zewnętrzną. Bohaterowie mojej książki byli w szafie, bo w takich czasach przyszło im żyć, a nie zdobyli się na stworzenie alternatywy. Teraz są w szafie, bo nie pozwala się im stamtąd wyjść. Kolejni strażnicy i strażniczki, często nawet nieświadomie, pilnie strzegą wejścia i mają opracowane strategie, aby nawet już uchylone drzwi nie otworzyły się całkowicie. Znaczenie szafy jest bowiem dość istotne, szczególnie w kulturze polskiej, gdzie w kwestii homoerotyzmu przez lata królowała "poetyka niewyrażalnego pożądania". To German Ritz ukuł ten termin, analizując twórczość polskich pisarzy. Oznacza on zakamuflowanie tematu tak, aby przy okazji omówień można go było ominąć, zuniwersalizować, krótko mówiąc unieważnić, a utwór zaliczyć do kultury wysokiej. W efekcie aż do końca lat 80. XX wieku nie było w Polsce nowoczesnej literatury emancypacyjnej, nie było tematu, za to homoseksualiści mogli zajmować czołowe miejsca w kanonie jako najważniejsi pisarze. Szafa ma więc swoje minusy, ale nie do pogardzenia są także jej plusy. Dlatego nie tylko tak wiele osób wciąż w szafie tkwi, ale jeszcze stoi na jej straży. Jak to jest wykorzystywane w praktyce, można prześledzić na wielu przykładach. Swego czasu Błażej Warkocki w eseju Otwieranie toalety zrobił to, wykorzystując głośną wypowiedź Józefy Hennelowej na temat Jerzego Zawieyskiego i jego partnera. Posiłkując się metodą Warkockiego, zaprezentuję, jak działa zamknięcie w szafie na przykładzie literackim. W katolickim wydawnictwie "Więź" ukazuje się nie tylko znany miesięcznik, ale także liczne książki, przede wszystkim literatura faktu. W ciągu ostatnich dziesięciu lat opublikowano szereg prac homoseksualistów. Tam wyszedł ostatni przed śmiercią tom prozy Pawła Hertza - Gra tego świata, ale przede wszystkim ukazały się liczne zbiory tekstów i wspomnień o takich autorach jak Józef Czapski, Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Lechoń, Zygmunt Mycielski, Jerzy Stempowski. Nie ma w tym nic złego, a pomysł przypomnienia tych twórców należy uznać za cenny. I można byłoby nawet pominąć fakt, że w tym samym wydawnictwie wychodzą tak homofobiczne książki jak Męska rozmowa, choć np. drukowanie antysemickich broszurek obok powieści Żyda czy Żydówki nawet redakcja "Więzi" uznałaby zapewne za niewłaściwie. Główny problem w tym, że książki nieżyjących autorów są w "Więzi" tak kompilowane, aby kwestia homoseksualizmu nie miała prawa zaistnieć ani w tekście głównym, ani w notach od edytora czy posłowiu. Pisarze pozostają więc w szafie. Kto na tym zyskuje i co? Czapski, Lechoń czy Mycielski byli homoseksualistami. Nie ma możliwości, aby ktoś zajmujący się ich twórczością i biografią o tym nie wiedział. Oni sami nie poruszali publicznie tego tematu, łatwo więc można udawać, że się o tym nie wie. Szafa stoi zamknięta. Kto by stracił na jej otwarciu? Pisarze nie żyją, nic już nie zmieni ich homoseksualizmu. Wydawca znakomicie zdaje sobie z tego sprawę, więc jego wiedza też by się nie zmieniła. Zmieniłoby się jednie postrzeganie kwestii homoseksualizmu w przestrzeni publicznej. Trzeba byłoby się nie tylko do tematu odnieść, ale może nawet wyciągnąć wnioski i np. zaprzestać drukowania książek w rodzaju Męskiej rozmowy. Dlatego nie powinno dziwić, że "Więź" w swojej publicystyce występuje jako nieprzejednany strażnik szafy, wrogo nastawiony do wszelkich prób emancypacyjnych, odbierający gejom i lesbijkom podmiotowość i wysyłający ich na terapię. Oczywiście przypadek "Więzi" to pewna skrajność, zazwyczaj zabieg przeprowadzony zostaje w sposób mniej drastyczny. Świetnym tego przykładem jest większość książek wydanych swego czasu przez Wydawnictwo Literackie w popularnej serii "Pary". Znalazło się tam miejsce także dla związków tak niebanalnych jak Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów czy Marii Dąbrowskiej i Stanisława Stempowskiego. Pozornie nic nie jest przemilczane, pisze się o biseksualizmie Dąbrowskiej, romansach Jarosława, aborcji Anny. W przypadku małżeństwa autora Sławy i chwały pozostaje to jednak na marginesie, służy dowodzeniu, że mieliśmy do czynienia z małżeństwem tolerancyjnym, opartym na porozumieniu dusz, gdzie seksualność pozostawała na drugim planie. Piotr Mitzner, pisząc o usunięciu ciąży w związku z nasilającą się chorobą psychiczną Iwaszkiewiczowej, nie dodaje, że aborcja była wtedy nielegalna. Nie zastanawia się także, dlaczego po złamaniu prawa i skorzystaniu z dobrodziejstwa, jakim jest możliwość wyboru, małżeństwo nie zabierało publicznie w tej sprawie głosu, nie wspierało kampanii na rzecz świadomego macierzyństwa. Mitzner z niejasnych powodów ukrywa także nazwisko jednego z ostatnich kochanków Iwaszkiewicza, Jerzego Błeszyńskiego, tytułując go konsekwentnie "Jurek B." - przypomina to sposób postępowania mediów z kryminalistami. W gruncie rzeczy trudno uniknąć wrażenia, że autorzy monografii uważają homoseksualizm za coś złego, z czego trzeba bohaterów tłumaczyć i usprawiedliwiać. Świadczy o tym także fragment u Grażyny Borkowskiej, która pisząc o romansach Dąbrowskiej zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, zaznacza: "Oczywiście, takie zachowanie wiąże się z pewnością z jakimiś bliżej nieokreślonymi predyspozycjami biseksualnymi, ale samo w sobie nie było podszyte żadną perwersją". Pojawia się pytanie: co takiego strasznego by się stało, gdyby predyspozycje biseksualne były określone? Czy to byłoby już "perwersją", czy może byłby nią dopiero zdeklarowany lesbianizm? Borkowska cały wywód zaczyna zresztą od stwierdzenia: "Obrosły złą legendą homoseksualizm Dąbrowskiej prezentuje się zupełnie zwyczajnie i niedemonicznie, jeśli patrzeć nań od strony emocjonalnych potrzeb, napiętej seksualności, bogatego życia wewnętrznego, niezaspokojonego w swym parciu do szczęścia". Pomijając założenie, które stoi za tym zdaniem, próżno szukać wyjaśnienia, o jakiej złej legendzie homoseksualizmu Dąbrowskiej autorka pisze. Czyżby już coś na ten temat pisano, organizowano konferencje, spierano się? Najwyraźniej mowa o zakulisowych rozmowach, które oczywiście nie zaistniały publicznie, znów ktoś zadecydował, co nie jest przeznaczone dla "dzieci". Moja książka nie zatrzymuje się tam, gdzie większość biografii. Informacja o homoseksualizmie, biseksualizmie czy niedookreślonej orientacji seksualnej pisarza lub pisarki nie zostaje skwitowana stwierdzeniem, że "to nie miało żadnego znaczenia", ale jest bodźcem do dalszych poszukiwań i poznawania życiorysu także w tym aspekcie. Nie zajmuję się fikcją literacką, czytam literaturę intymną i biografie poświęcone danej osobie, aby prześledzić, w jaki sposób pojawia się (lub nie) kwestia nieheteronormatywnej orientacji seksualnej, gdzie próby zafałszowania stają się najmniej skuteczne. Aby jak najszerzej pokazać, jak od drugiej połowy XIX w. żyło się Polakom i Polkom o nienormatywnej orientacji, szesnaście przedstawionych poniżej sylwetek reprezentuje różne jej odcienie. Od niemal otwartego zdeklarowania homoseksualizmu do rezygnacji z próby stworzenia związku z osobą tej samej płci, a po drodze z przybierającym różne formy biseksualizmem. Portrety dopełniają się zresztą wzajemnie, właściwie wszystkie postacie w różnym kontekście pojawiają się też w szkicach poświęconych innym.
|
Zaloguj się
Kto jest teraz na IS? »
Irańskiemu gejowi grozi deportacja - podpiszmy apel o azyl
Wyślij list z poparciem Abbasa do cypryjskich władz.. Dziś rano na redakcyjną skrzynkę otrzymaliśmy wiadomość od naszego użytkownika &...(19.11.2008) Jak KPH (nie) wyda bajki o pingwinach-gejach Księgarnie muszą jeszcze poczekać.. "Polska" odtrąbiła dzisiaj plany wydania pierwszej w Polsce bajki o ho...(18.11.2008) Spokojnie na poznańskim Marszu Równości Mniej uczestników, mniej ekscesów - podsumowanie święta tolerancji.. Około 300 osób - tylu uczestników liczył tegoroczny poznański Marsz Równości, kt...(17.11.2008) |
|